Szkoła, której nie było

Free photo (źródło: pixabay)

Tuż po założeniu pierwszej na Mazurach szkoły w Piasutnie, podjęto starania o otwarcie kolejnej placówki w Dębowcu Wielkim w powiecie nidzickim. Inicjatorem był Bogumił Późny, syn powstańca styczniowego i właściciel gospodarstwa rolnego. Z nowym rokiem szkolnym 1931/1932 do nowej szkoły miało chodzić 10 uczniów. Nawet wynajęto salę u gospodarza Brozia. Jednak w wyniku licznych protestów w prasie niemieckiej, grożenia organizatorom bronią, obrzucania ich aut bryłami lodu, a nawet pobicia B. Późnego – placówka ta nigdy nie powstała.

Jerzy Lanc

Kierownik i nauczyciel szkoły w Piasutnie na Mazurach. Rys. Karolina Lewandowska.

Przegrana walka

Fot. Veetezy (źródło: stocksnap.io)

Jerzy Lanc – nauczyciel z Piasutna, dla szkoły polskiej poświęcił najwięcej. Angażował się w nią tak mocno, że władzom pruskim nie podobało się to wyjątkowo. Próbowano zniechęcić go na wiele sposobów. Przez zaledwie rok pracy na rzecz szkoły doświadczył prześladowań, był śledzony,  zastraszany i napadany. Karano ludzi za sympatię do niego i pisano oszczerstwa w prasie. Próbowano nawet wykupić dom, w którym mieszkał, by go z niego wyrzucić. Gdy i to się nie udało – zginął w podejrzanych okolicznościach. Zatruł się czadem we własnym pokoju, choć niemiecki lekarz orzekł zapalenie płuc.

Popularność i radio

Fot. Diego Passadori (źródło: unsplash.com)

Kierownik szkoły w Piasutnie – Jerzy Lanc, przybył na Mazury ze Szklarki Śląskiej w Wielkopolsce. Już wtedy był cenionym i szanowanym nauczycielem. Zamieszkał w szkole, którą zorganizowano w domu pani Wilhelminy Lumowej. Szybko polubili go też Mazurzy, z którymi łatwo nawiązywał przyjacielskie kontakty. Cieszył się wyjątkowym zaufaniem i popularnością. Choć klasa za dnia świeciła pustkami, wieczorami, w jego prywatnym pokoju spotykało się potajemnie wielu Mazurów. Miał tam bowiem zainstalowane jedyne w okolicy… radio.

„Karłowata” szkoła

Fot. Bruce Mars (źródło: stocksnap.io)

Pierwszą i jedyną szkołę polską na Mazurach otwarto 13 kwietnia 1931 r. w Piasutnie koło Szczytna. Miała ona służyć przynajmniej trzynaściorgu dzieci z rodzin ewangelickich. Tymczasem na otwarcie przybyło osiemnastu dorosłych i… dwoje dzieci. Nauczyciel – Jerzy Lanc, napisał po uroczystości, że ludność polska jest zastraszona i choć wszyscy okazują gotowość przysyłania dzieci, boją się policji. Do maja udało mu się z trudem zapisać pięcioro uczniów. Ostatecznie jednak prowadził lekcje tylko dla jednej, niepełnosprawnej dziewczynki.